Hajer w zopasce

Grzegorz Maria Piekarski

28-04-2021

Historia Piekar Śląskich niezaprzeczalnie jest związana z górnictwem cynku i ołowiu, a także i węgla kamiennego. Kopalnie metali nieżelaznych zlikwidowano już dawno temu, bo pod koniec ubiegłego wieku. Pozostały wtedy w mieście tylko dwie kopalnie: Julian i Andaluzja. Jednak kiedy cały urobek został już wydobyty i one uległy likwidacji. Dzisiaj po tych grubach (kopalniach) pozostały jedynie wspomnienia.

W 2020 roku zlikwidowano definitywnie górnictwo w Piekarach Śląskich. W zamian nasze władze zafundowały nam mnóstwo sklepów i marketów. Po tych dziwnych decyzjach widać, że włodarze nie pochodzą z tych ziem i nie rozumieją Śląska oraz ludzi tu żyjących.

Dlaczego? Aby to wytłumaczyć, łatwiej mi będzie posłużyć się opisem. A najlepiej to zrobię – może nieudolnie – w języku tubylców. Zacznijmy więc od początku stwierdzeniem, że nawet najlepszy supermarket nie zastąpi hajerom (górnikom) pracy na grubie (kopalni). Bo jak tu postawić takiego hajera w zopasce (fartuchu) za ladą? To przeca (przecież) nie przystoi.

Opowiadania z gruby

Taki bergmon (górnik przodowy) dla przykładu, kiedy pracowoł na grubie, zanim zjechoł szolom (kabina windy szybowej) na dół, szoł (szedł) do badyhausu (budynku łaźni), aby przeblyc się (przebrać) w ubranie robocze. Składało się ono z arbajtanzuga (bluzy roboczej i spodni), arbajthymda (koszuli flanelowej) oraz fuzlap (onuc). Musioł też ubrać gumioki, bo przeca po bosoku (na bosaka) po grubie lotać nie bydzie. Narobił by se wtedy ino komedyje (kłopotów), gdyby jakoś berga (bryła węgla) na szłapy mu śleciała (spadła). Kupa bólu, a do tego i kamraty z gruby mieliby wielki ubaw, że synek paznokcie na czorno se sztrajchuje (na czarno maluje).

Jak już ten bergmon przyszoł do badyhausu, aby się przeblyc, to seblykoł się ze wszystkiego. Nawet z badek (majtek). Seminoł (zdejmował) z hoka przepocone ubranie robocze, którego woń przebijała wszystkie aromaty najbardziej śmierdzących serów roquefort w mieście, do tego stopnia, że przy nich smród z rozerwanego sztajgrowego haźla (ubikacji) przypominał zapach niedzielnego obiadu na jego stole.

Będąc w pełni świadomy owych jakże ulotnych, jednakże dosyć specyficznych doznań zapachowych dobywających się z jego roboczego odzienia, na jednym wdechu wskakiwał w nie pośpiesznie, a czyste zapinoł do hoka i wciągoł ketom (łańcuchem) hen wysoko pod samo gibsdeka (sufit). Na koniec nie mógł zapomnieć, aby zapiąć keta na kotka (kłódkę), coby mu jaki pieron nie zrobił jakiegoś psikusa i nie schowoł mu części lub cołkiego ubrania wyjściowego. Wtedy musiałby wracać do dom w tym, czym z gruby wyjechoł.

Zresztą to i tak nie było najgorsze. Bo zdarzało się, że kiedy taki delikwent broł brałza (brał prysznic), to mu jego kamraci, tak dla hecy, jego cołkie – wyjściowe i robocze – ubranie schowali i bidok ostoł się, tak jak go Pan Bóg stworzył na tym ziemskim padole. I w zasadzie nie mioł wyjscia tylko musioł czekać, aż mu jego frela nowe łachy na gruba przyniesie, bo inaczyj oblecony w nicość po cołkiej wsi z gołą rzycią paradować by musioł.

Tych opowiastek z gruby jest pełno, jednak nie o tym, miałem pisać.

Hajer w zopasce

Spróbujcie teraz takiego górnika wyobrazić sobie zatrudnionego w supermarkecie. Cóż on by miał tam robić? On przecież jest nauczony do ciężkiej pracy, która zaczynała się dopiero wtedy, kiedy pot porządnie zlał mu ciało, ręce ze zmęczenia zaczynały opadać, a ramię do krwi było zdarte od transportowanych sekcji. To ludzie twardzi, zahartowani w nieprzyjaznym otoczeniu ciasnych i ciemnych chodników kopalni. Ciężki zapach potu na ich ubraniach, to wyraz ich trudu włożonego w wykonywaną pracę.

Dlatego stworzenie miejsc pracy dla górników w marketach, to jest czyste nieporozumienie. Może komuś coś się skojarzyło. Jednak odstawa wózków w sklepie, to jednak nie to samo co transport węglarek na powierzchnię, praca na taśmie w markecie zdecydowanie różni się od pracy na taśmie w kopalni, a rąbanie kości w dziale mięsnym to co innego niż praca rębacza na dole.

Mamy przechlapane

I mam takie nieodparte wrażenie, że, pomimo iż już na wiele lat przed zamknięciem kopalń, było wiadomo, że ten czas nieuchronnie nadejdzie, jednak naszych włodarzy, mimo wszystko, ta sytuacja, jak śnieg w zimie drogowców zaskoczyła. Owszem, kopalnia zatroszczyła się o swoich pracowników, zatrudniając część z nich do likwidacji kopalni lub przenosząc ich na inne kopalnie.

A nasi włodarze, no cóż w tym samym czasie podpisywali umowy z nowymi inwestorami na… wybudowanie kolejnego wielkopowierzchniowego lokalu sklepowego. Także teraz trudno u nas znaleźć zakład produkcyjny, który, chociażby w części zrekompensowałby utracone korzyści, po zamknięciu kopalni.

Wprawdzie nasze lokalne władze zapewniały, że trzymają rękę na pulsie i usilnie poszukają inwestora dla naszego miasta w kraju, a nawet na Dalekim Wschodzie. Podobno bogaci szejkowie po ich wizycie mieli zarzucić ofertami inwestycyjnymi nasze miasto. Na dowód tego władze nawet udostępnili zdjęcie ze spotkania z takim niedoszłym inwestorem. Niestety, jak to często z obietnicami u naszych włodarzy bywa, nic konkretnego z nich poza… szambem nie wypłynęło. Tak, że na koniec zostaliśmy z niczym, a podróż służbowa do Dubaju okazała się atrakcyjną wycieczką naszych włodarzy na koszt mieszkańców Piekar.

I tak sobie myślę, że patrząc z perspektywy rozwoju miasta, to najzwyczajniej mamy przechlapane. Żadnych perspektyw rozwoju przemysłowego miasta, afera goni aferę, koncepcja rozwoju szpitala zakończyła się klapą, słuchalność Radia Piekary spada na łeb i szyję, a długi miasta rosną jak grzyby po deszczu. Na domiar złego władze zachowują się tak, jakby nic się nie stało, bo to przecież nie ich wina, że… tak nieudolnie zarządzają naszym miastem. I nie wiem, jak wam drodzy Czytelnicy, ale mnie cała ta sytuacja przypomina postawę pewnej Pani minister, która swego czasu swoją nieudolność skwitowała stwierdzeniem: Sorry, ale taki mamy klimat.

Komentarze

Dodaj komentarz