Patologia władzy, czyli nadzieja umiera ostatnia

Grzegorz Maria Piekarski

25-05-2021

Dziwna rzecz dzieje się w piekarskich mediach. Jak wszem wiadomo radio, mające w swoim oznaczeniu nazwę miasta – mówiące o sobie lokalne – które jest ponadto dotowane przez wszystkich bez wyjątku mieszkańców Piekar Śląskich, skąpi tak bardzo wiadomości na temat życia naszego miasta, że praktycznie… wcale ich nie ma, albo tyle, co kot napłakał. Możemy za to usłyszeć mnóstwo wydarzeń z miast ościennych, regionu, całej Polski, a nawet świata. To doprawdy rzecz niebywała! To tak jakbyśmy mieli fajną furę, utrzymywali ją i tankowali z własnych pieniędzy tylko po to, aby mogli z niej się cieszyć… nasi sąsiedzi.

Wilczy bilet

Podczas gdy poza włodarzami do miejskich mediów dopuszczani są tylko Przewodniczący Rady Miasta oraz radni, którzy dostali się z komitetu wyborczego obecnie nam panującej Pani Prezydent, pozostali otrzymali wilczy bilet i nie mogą zaistnieć w „naszym” radiu, czy chociażby w miejskiej gazecie „Przegląd Piekarski”. A jeżeli już się w niej znaleźli, to tylko po to, aby zostać w bezpardonowy sposób zaatakowanymi i przedstawieni w negatywnym świetle. To taki specyficzny przejaw piekarskiej transparentności i równego traktowania przedstawicieli społeczeństwa.

Czy z tych mediów, ktoś z nas dowiedziałby się o tym, iż wiceprezydent miasta ma postawione zarzuty prokuratorskie? Czy ich media informowały społeczeństwo, że wiceprezydent miał rozprawę karną w sądzie? Przecież w tej sprawie ukazał się jedynie krótki komunikat na prywatnej stronie wiceprezydenta, przekazujący społeczeństwu optymistyczne wieści, że wszystko idzie po jego myśli. Czy wiedzieliście, że 21 maja tego roku odbył proces, w którym osobą oskarżoną jest przedstawiciel piekarskich władz? Jeżeli już to wyłącznie z prywatnego bloga Krzysztofa Turzańskiego. A poza tym nic! Totalna cisza. A przecież, wiadomość na temat zarzutów karnych postawionych jednemu z włodarzy, to niezmiernie istotna informacja z punktu widzenia mieszkańców Piekar Śląskich.

Dziwne radio

Przecież te media nawet słowem nie wspomniały na temat negatywnych protokołów licznych kontroli miasta, utraconych dotacji na termomodernizację Osiedla, czy chociażby o służbowej wycieczce zarządu naszego miasta do Dubaju. Tymi „sukcesami” władze nie chciały się podzielić z Piekarzanami. Ich media, jak to mają w zwyczaju, nie zabrały głosu w tych sprawach.

Niestety, ale Radio Piekary stało się teraz jakimś osobliwym tworem, który rywalizuje z innymi stacjami na lokalnym rynku wolnych mediów. Jednak walka ta jest bardzo dziwna, radiostacja bowiem w odróżnieniu od innych lokalnych mediów otrzymuje corocznie wysokie subwencje z miasta, o których inne rozgłośnie mogą jedynie pomarzyć. Zaznaczyć należy przy tym, że stacja obecnie nie niesie żadnej misji – tak jak to czynią media publiczne. Pomimo tak istotnego handicapu w postaci dotacji, szoruje ona po dnie słuchalności na rynku stacji lokalnych. Nie wiem, czy w tej sytuacji pozycję Radia Piekary można już nazwać katastrofą, czy tylko wstydem za nieprzyzwoicie marny sposób zarządzania rozgłośnią.

Tuba propagandowa

Co znamienne, Pani Prezydent zrobiła sobie z miejskich mediów własną tubę propagandową. Promuje w nich tylko i wyłącznie własny punkt widzenia – na własny partykularny użytek – w których informacja została odarta z wiadomości dotyczących życia lokalnej społeczności, pozbawionej myśli niezależnej, nie zawsze zgodnej z nurtem lokalnej władzy. Ba, z takimi ludźmi nasi włodarze walczą, usuwając ich ze stanowisk, czy dyskredytując na wszelki możliwy sposób. A tam, gdzie ich jurysdykcja nie sięga, to kiedy to tylko możliwe kładą im kłody pod nogi. Ależ bardzo przypomina to sposób postępowania z czasów słusznie minionym albo – przy zachowaniu odpowiednich proporcji – działania białoruskiego reżimu.

Patologia władzy

Niestety, ale piekarska władza straciła już dawno kontakt z rzeczywistością. I należy się zastanowić, czy ten smutny wniosek nie obejmuje również części piekarskiego społeczeństwa? Z całą pewnością tak. Jednak nie wszystkich.

Niewątpliwie mocno na nogach stoją wszyscy zdrowo myślący, wyzbyci z uprzedzeń do odmiennych poglądów, otwarci na nie. Oni już dawno dostrzegli, płynące z działań piekarskich władz niebezpieczeństwo. Niestety, nietrudno przy tym nie zauważyć, że władza zdeprawowała naszych włodarzy i to do tego stopnia, że czują się w dużej mierze bezkarni. Nie odczuwają bowiem presji społecznej, która pochłania niczym gąbka ich propagandową papkę. Tym samym zlikwidowali jeden z bastionów demokracji – kontrolę społeczeństwa.

Niemniej trudno nie wspomnieć o tym, że mamy w Piekarach Śląskich do czynienia z ogromnym kryzysem władzy. Ja to nazywam, bardzo łagodnie, piekarskim szambem. Jednak są tacy, którzy słowami naszego – dla niektórych znamienitego – aktora mówią o ropiejącym wrzodzie na d…, w środku demokratycznej Polski i Europy.

Nadzieja

Tak czy siak, mogę bez cienia wątpliwości, to co się dzieje w Piekarach Śląskich, nazwać patologią władzy. To choroba, którą trzeba bezwzględnie i z całą determinacją leczyć. Bez cienia wątpliwości jest to zaraźliwe choróbsko, która niczym rak rozlewa się na całą tkankę piekarskiej społeczności.

Natenczas pozostaje mi jedynie współczuć tym, którzy tę patologię wspierają. Żywię jednak nadzieję, że przyjdzie czas, kiedy przejrzą na oczy. Być może wówczas ich rozum i zdrowy rozsądek zwycięży. W końcu istnieje takie optymistyczne przekonanie, że nadzieja umiera ostatnia. Oby na koniec nie okazała się ona jedynie… złudną nadzieją.

Komentarze

Dodaj komentarz