Niezastąpieni ludzie

16-11-2021

Grzegorz Maria Piekarski

Nie wiem, czy wiesz drogi czytelniku, że w Piekarach Śląskich mamy ludzi niezastąpionych. Są to osoby, które dzień i noc poświęcają się miastu oraz jego mieszkańcom. Dla nas wszystkich, dla naszego dobra harują całymi dniami, zamartwiają się, organizują życie w mieście. A kiedy ty u schyłku dnia kładziesz się do snu, oni wciąż ciężko pracują, aby nikomu nic nie zakłóciło błogiego spokoju.

I nie mam tu bynajmniej na myśli naszych pograniczników, którym bądź co bądź daleko by było z Piekar do granicy państwa. Nie mam również na myśli żołnierzy, policjantów, strażaków czy inne służby mundurowe i bez mundurowe, w drelichach roboczych i marynarkach, ubranych i… nieubranych.

Chodzi mi raczej o cichych piekarskich bohaterów. Są nimi osoby, których najprawdopodobniej nie posądziłbyś o tak wielki heroizm. Bo jak inaczej nazwać na przykład pracę jednej osoby jednocześnie na trzech etatach? I tak dzień w dzień… Mało tego! Wszystkie etaty są w naszym mieście. I nie ma to tamto, że taka osoba rozdrabnia się i udziela swój talent innym miastom. Patriotyzm lokalny naszego bohatera jest bowiem tak silnie w nim zakorzeniony, że nie pozwala mu się sprzedawać jak ostatnia… no wiecie, o kogo mi chodzi, innym miejscowościom. Nie, zdrada to nie w jego stylu! W ogóle nie dba o swoje zdrowie, skoro w grę wchodzi nasze wspólne dobro! Często pada z przemęczenia… Przepraszam, ale wzruszenie ściska mi gardło. Nasz bohater bowiem do końca jest wierny Piekarom i jego przenajświętszym władzom! Sorry, rozkleiłem się już na dobre…

Tak, tak drogi Czytelniku przenajświętszym władzom, bo tylko taka władza, której miejski skarbiec jest goły jak święty turecki tak bardzo, że… święty Boże nie pomoże, mogła wpaść na tak szatański… o pardon anielski pomysł. Nikt inny nie mógł, tylko władze z takim przymiotem mogły wymyślić tak chytry plan, żeby połączyć etat dyrektora Domu Kultury, kierownika Przychodni Rejonowej, a ostatnio doszedł naszemu bohaterowi etat wiceprezesa w Szpitalu Miejskim.

I w tym to połączeniu ukryta jest cała świetność – a właściwie świętość – naszych władz. Bo taki dyrektor Domu Kultury przychodząc do pracy w Przychodni, może w nim organizować… życie kulturalne i to naprawdę pełną gębą!

I tak na przykład stojącym w kolejce do rejestracji pacjentom, mogłyby cichutkim śpiewem umilać czas miejscowe pielęgniarki przykładowo piosenką z repertuaru Mr Zoob „Mój jest ten kawałek podłogi”, albo „Arią z kaszlem” Bogdana Smolenia. Seans wieczorny może wtedy obejmować występ młodszego damskiego personelu prezentującego wodewil na przykład poprzez prezentację skocznego kankana. Naturalnie rejestracja wieczorna nie obejmuje wówczas – z oczywistych względów – dzieci, z ostrożności również naszej młodzieży oraz ze względów bezpieczeństwa mężczyzn z wadami serca w obawie przed nadmiernym emocjonalnym zaangażowaniem i co się z tym może wiązać przedwczesnym zejściem do krainy wiecznej szczęśliwości. Chyba że wykażą się ogromną odwagą oraz determinacją. Wówczas mocno dzierżąc w ręku defibrylator, gotowy do natychmiastowego użycia, na własną odpowiedzialność oraz ku uciesze miejscowego oddziału ZUS, mogą dokonać wieczornej rejestracji do lekarza kardiologa.

Omdlenie takiego delikwenta, czego naprawdę nie życzę, można by wykorzystać do nauki (rejestrujących się osób) prawidłowej techniki sztucznego oddychania, tudzież masażu serca. Wszyscy byliby zobowiązani pod nadzorem fachowego personelu, dokonać, takiemu nieprzytomnemu delikwentowi, kilka ucisków serca oraz parę wdmuchnięć metodą usta-usta. W gotowości powinni czekać również przedstawiciele producentów defibrylatorów, aby móc zaprezentować obecnym, wprost na nieświadomym niczego pacjencie, zalety swojego urządzenia. Dla równości szans należy zagwarantować po jednym wstrząsie dla jednego przedstawiciela plus dwie minuty na prezentację firmy.

Ów dyrektor MDK-u, a jednocześnie kierownik Przychodni przychodząc z kolei do Szpitala Miejskiego jako wiceprezes jednostki, oczywiście na zmianę nocną – bo ranna i popołudniowa są zarezerwowane dla Domu Kultury i Przychodni – może zorganizować konkurs kołysanek w wykonaniu miejscowych lekarzy. Zwycięzcą byłby ten, który uśpi największą liczbę pacjentów. W nagrodę powinien otrzymać dodatkowy kontrakt na zawodowego usypiacza pacjentów… przed każdym chirurgicznym zabiegiem. Wówczas Szpital zaoszczędziłby na środkach usypiających i etacie anestezjologa, co chciałbym przypomnieć, jest niezmiernie ważne przy tak ogromnych kłopotach finansowych tej jednostki.

A skoro piszę o nagrodach, to Rada Miasta mogłaby wpaść na genialny pomysł uhonorowania takich ludzi statuetką Piekarskiego Człowieka Roku. Wówczas miasto mogłoby oddać jakże wielce zasłużonemu człowiekowi Panowi Marcinowi Baronowi, bo o nim cały czas piszę, wszelkie zaszczyty z należnymi mu honorami. A co Miasto mogłoby zaoferować laureatowi oprócz statuetki? No właśnie może… dodatkowy etat w Urzędzie Miasta na stanowisku trzeciego wiceprezydenta miasta. W końcu mu się należy za oddanie, służalczość, rozległe kompetencje, wielkie ambicje i jeszcze większe potrzeby. Skoro wydala na trzech, to i sądzę czwartym etatem, nie pogardzi.

Komentarze

Dodaj komentarz